Zabytkowe drzwi w Zabrzu

Swego czasu podobne przybytki były uwieczniane na kliszy przez fotograficznych entuzjastów w starej, nieistniejącej części dzielnicy miasta – Zaborza. To już bez mała dekada, gdy buldożery gwałtownie rozjechały stary świat, niszcząc przeszło 50 kamienic, wzdłuż głównej ulic Wolności oraz kilku pomniejszych. Wszystko pod budowę Drogowej Trasy Średnicowej. Bóg jeden wie, ile wtedy w niepamięć poszło detali architektonicznych, stolarki drzwiowej i okiennej. To były też takie niezwykłe czasy, kiedy nawet przez myśl mi nie przyszło, że kiedyś będę nałogowo fotografował. Zresztą nie byłem stałym bywalcem w tej części miasta. Czasem udawałem się do zaborskiego szpitala, celem odwiedzenia schorowanych dziadków.

Największą chyba wartością, cechą starych drzwi jest ich pewne zindywidualizowanie, bogactwo form i detali. Stoi to w opozycji do drzwi okresu współczesnego bądź PRL, które w myśl (post)modernistycznego designu, zaczęto masowo standaryzować, pozbawiając ich tym samym cech charakterystycznych, mogąc opisać je jako pojedyncze obiekty. Jeszcze u progu XX wieku było rzeczą nie do pomyślenia aby drzwi, jak i wiele innych detali architektury, mogłoby powstawać ściśle według skrajnego szablonu. Pewnie nasi przodkowie tak tego nie odbierali – wszak wówczas takie drzwi były normą codzienności. Ja zaś przemierzam od czasu do czasu z aparatem przez górnośląskie oraz zagłębiowskie dzielnice aby odpowiedzieć  sobie na zasadnicze pytania: jak bardzo one wszystkie między sobą się różnią oraz ile tego starego świata przetrwało do naszych czasów.

Świadomość egzystencji w naszych realiach starych drzwi jako swoistych, użytkowych arcydzieł, jest raczej znikoma. Z każdym rokiem zmniejsza się ich liczba, na rzecz tych standaryzowanych, z tworzyw i metali, bezdusznych wrót. Jakkolwiek ich wartość funkcjonalna pozostaje sprawą bezdyskusyjną (stosunkowo lekkie, nieskomplikowane, czasem zautomatyzowane etc.)  to jednak z estetyką i zindywidualizowaniem jesteśmy tu na bakier. Podobne wątpliwości wysuwam co do trwałości współczesnych produktów – lecz wnioski co do tego pozostawię już moim następcom, którzy dajmy na to za sto lat, będą obserwować tą rzeczywistość. Do tamtych zaś drzwi z dzielnicy Zaborza już nie wrócę bo ich już nie ma.

A tu rezultat mojego spaceru po Katowicach:

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.