Legendy o Gniewie – złość i niemoc w jednym

Gniew to ciekawa nazwa jak na miasto. A skoro tak jest, musi się z tym wiązać jakaś niebanalna historia. Legend u nas dostatek i w każdej jest jakieś przysłowiowe ziarenko prawdy. Legendy o Gniewie są nie mniej barwne choć dość tragiczne.

Gniew to małe miasteczko (6 tys. ludności) w Kociewiu, jednym z kulturowych regionów północnej Polski. Miejscowość leży w woj. Pomorskim (powiat tczewski), przy starej szosie Śląsk-Pomorze. Od wieków przegląda się w nurcie Wisły. Prawdziwą perłą miejscowości jest gotycki zamek pokrzyżacki. Tego dnia bardziej zaprzątało mój umysł czy zdążę jeszcze na zwiedzanie obiektu z przewodnikiem niż jakakolwiek historia miasteczka. O miejscowych legendach dowiedziałem się już na miejscu, w zamku.

Gniew – trochę encyklopedycznej historii

Historia miasteczka można by rzec standardowa jak na pomorskie realia. Zostało lokowane na prawie chełmińskim w 1297 roku, przez Krzyżaków, którzy budują w okolicy okazałą warownię. Dla zakonu stanowi to punkt startowy do dalszej ekspansji w głąb Pomorza. Ziemia Gniewska jest pierwszą posiadłością krzyżacką po zachodniej stronie Wisły.

Po wielu latach wojen polsko-krzyżackich, na mocy traktatu toruńskiego z 1466 roku, cała okolica przechodzi we władanie zwycięskiej Rzeczypospolitej. Odtąd Gniew pozostaje posiadłością polskich starostów. Przez jakiś czas zamek staje się siedzibą króla Jana III Sobieskiego, który pełnił także funkcję starosty gniewskiego. W 1772 roku znów w rękach Prusaków, by wrócić do Polski dopiero w 1920 roku.

Gniew – wybrane zdjęcia

legendy o gniewie

Widok ogólny. Miasteczko częściowo jest ulokowane na nadwiślańskiej skarpie.

legendy o gniewie

Jak nad wieloma miastami w Pomorzu czy Warmii, tak i nad Gniewem góruje charakterystyczny, gotycki, pokrzyżacki kościół.

legendy o gniewie

Rynek (pl. Grunwaldzki). Po prawej ratusz, w głębi widać zamek.

legendy o gniewie

Ratusz w Gniewie jest jednym ze ciekawszych, gotyckich obiektów tego typu w Polsce. Powstał na przełomie XIV/XV wieku i od tamtego czasu mocno uszczuplał (rozebrano m.in. dwa skrzydła oraz wieżę, w XIX wieku). Przez jakiś czas sąsiadował z nim kościół ewangelicki (1823-1957) a jego wieża z dalszej perspektywy mogła mylnie uchodzić za ratuszową.

legendy o gniewie

Kamienia przy Rynku, jedna ze starszych (gotycka) w mieście.

legendy o gniewie
legendy o gniewie

Wgląd do miasteczka. Zaglądam przez przejście przebite we fragmencie średniowiecznego muru obronnego.

legendy o gniewie

Ciche i wąskie ulice gniewskie. Nad całością góruje oczywiście zamek, widoczny w tle.

legendy o gniewie
legendy o gniewie

Legendy o Gniewie

Popularną lokalną legendą tyczącą się głównie nazwy miasteczka jest ta o niewieście z dzieckiem. Ta pewnego dnia, jak to zwykle, wybrała się nad Wisłę, by uprać ubrania. Wody przybrzeżne miały być muliste więc kobieta wyszła na jedną z wiślanych łach. Dziecku natomiast nakazała pozostać na brzegu. Te i tak byłoby pozbawione opieki w domu w sytuacji gdy ojciec był zajęty pracami leśnymi. Wtedy doszło do tragedii.

Pod wpływem nagłego przypływu, wysepka zaczęła się rozmywać i zapadać. Kobieta zginęła w nurcie. Tymczasem dzieciak miał potem tak długo poszukiwać wzdłuż brzegu matki, że sam zaginął. Jakiś czas później zaniepokojony nie powracającą żoną z dzieckiem mąż, podjął poszukiwania. Szybko do pomocy przyłącza się cała wioska. Jednak odnaleziony wiklinowy koszyk w rzecznych szuwarach jest pewną oznaką śmierci w wodnych odmętach.

Zrozpaczony mężczyzna popadł w istny obłęd. Całe dnie zaczął kopać doły i usiłował zasypać w poprzek całą Wisłę, by ta już nigdy nikogo nie porwała. Tak chciał wyrazić swój gniew, który potem udzielił się wszystkim mieszkańcom osady. Tak długo zawodził aż wszyscy naokoło w jasny sposób nazwali tą bezimienną osadę. A ziemi wybrano tyle, że w końcu został tylko mały cypel, na którym w przyszłości ulokowano miasto. I tak zostało do dziś – faktycznie wokół Gniewu dojrzymy spore obniżenia.

Po paru dniach zdarzył się istny cud. Chłopiec się odnalazł. Przez cały ten czas odżywiała go ogromna mewa, którą zauważono także w momencie odnalezienia dziecka. Według relacji malca tą mewą było… wcielenie matki. I możemy nie uznawać kolejnych pośmiertnych wcieleń człowieka lecz jedno przetrwało do dziś. To mewa z rybą w dziobie jako obowiązującym herbie miasta.

Nazwa miasta – jak mogło być naprawdę?

Legendy mają to do siebie, że są dość barwne lecz mało mają wspólnego z rzeczywistością. Jakkolwiek nie byłyby często później powtarzane. Jednak w większości przypadków niejako uzupełniają wiedzę odnośnie potencjalnych możliwości powstania takich a nie innych nazw. Nazwa Gniew także jest wątpliwą.

Na początku, w krzyżackich źródłach miejscowość ma się pojawiać pod paroma nazwami – Gmewan, Gimeu, Gymeu, Gymew czy Gmew. Mogą to być próby utworzenia nazwy od starego, słowiańskiego rzeczownika, oznaczającego gnicie. Miasto ulokowano u ujścia rzeczki Wierzycy do Wisły, która w tamtym czasie miało tworzyć gnijące, cuchnące bajoro.

Z biegiem czasu pojawiła się nawet inna nazwa – Mewe. Być może to na skutek zaniknięcia niewygodnej do wymowy dla German, litery g (podobnie jak Gdańsk-Dańsk-Danzig). Mewe to fonetycznie odpowiednik niemieckiego mowe – czyli mewy. To ma tłumaczyć, aczkolwiek bardzo luźno, obecność tego ptaka w herbie miasta.

Gniewski zamek i kościół – zdjęcia

legendy o gniewie

Pokrzyżacki zamek w Gniewie jest jednym z większych w regionie i jest bardzo dobrze zachowany. Jego budowa przypada na ok. 1283-1323. Zamek razem z miastem, trwale przechodzi po Pokoju Toruńskim z Państwa Zakonnego do Królestwa Polskiego. Zamek został poważnie uszkodzony podczas wojny polsko-szwedzkiej w XVI wieku oraz na skutek pożaru w 1921 roku. Jego odbudowa postępuje od 1968 roku do dziś.

legendy o gniewie
legendy o gniewie
legendy o gniewie

Na zdjęciu widać po prawej na podzamczu kolejny duży obiekt. To tzw. Pałac Marysieńki, wybudowany w 1678 roku, w czasach gdy zamkiem zarządzał Jan III Sobieski. To taki prezent dla swojej żony.

legendy o gniewie
legendy o gniewie
legendy o gniewie

Drugim charakterystycznym obiektem miasteczka jest kościół parafialny p.w. św. Mikołaja z XIV wieku.

legendy o gniewie
legendy o gniewie

To niemal podręcznikowy gotyk krzyżacki. Smukłości świątyni nadają liczne elementy pionowe – sterczyny i krenelaże (te blanki na szczycie dachu i wieży), ostrołukowe, wysokie okna lub blendy (tynkowane jasno, płytkie wnęki imitujące okna).

legendy o gniewie
legendy o gniewie

Legendy o Gniewie

Nie jest to jedyne podanie z czasów przed lokacyjnych odnośnie powstania nazwy miejscowości. Choć opisuje całość dość zgrabnie. Inną wersję którą usłyszałem to ta mówiąca już o początkach właściwego miasteczka. Opowiada jak to Krzyżacy nie chcieli dopuścić do budowy grodu pewnej grupy ludzi, których siłą wyrzucili poza granice wytyczonej osady. Ci wyrzuceni zostali nazwani nicponiami i założyli własną, konkurencyjną osadę, która jednak nie rozwinęła się tak dobrze jak Gniew. Konkurenci byli na tyle rozgniewani, że co jakiś czas w akcie protestu mieli obrzucać kamieniami krzyżacki gród. Zaś nicponia stała się synonimem osady wszelakich włóczęgów i innych podejrzanych typów, których nie chciano wpuścić do miasteczka.

W praktyce nie wiadomo za bardzo kim by mieli być ci nicponie. Czasami podaje się, że wówczas wywiązała się jakaś bliżej nieokreślona walka o wpływy nad nowo podbitymi terenami, wewnątrz zakonu. Potencjalnie mogło chodzić też o konkurencję ze strony rycerzy zakonnych Zakonu Orderu Kalatrawy (Calatrava) będących przybyszami z egzotycznej wtedy Hiszpanii. Faktycznie, garść takich osobników zapędziło się na Pomorze, do nieodległej od miasteczka, Tymawy. Jest to jedyny taki przypadek na ziemiach polskich. Jednak według źródeł, inicjatywa miała upaść jeszcze zanim na tych ziemiach pojawili się Krzyżacy.

Niemniej jednak omawiana wieś, zwana Nicponią, istnieje do dziś, ma się nieźle i jest pierwszą wsią na wylocie z Gniewa w kierunku Bydgoszczy.

Jeśli Was interesują inne pomorskie tajemnice, zapraszam do siebie poniżej:

2 komentarze

  1. Odpowiedz

    Piękne i klimatyczne zdjęcia, zainteresowały mnie też legendy. Jak gdzieś jadę, to lubię poznawać nie tylko to, co jest teraz, ale także przeszłość miejsca i jej źródło, choćby legendarne. I choć to legendy, to tak jak w bajce, w każdej z nich jest jakieś ziarno prawdy. Coś się kiedys wydarzyło, co lotem obrosło w legendę.

    1. Odpowiedz

      Legendy czasem są odbiciem rzeczywistości, której nie potrafią poprawnie zinterpretować obserwatorzy, tak sądzę.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.